"Dziesięć płytkich oddechów" Tucker Kathleen A.

Udostępnij ten post


W końcu i ja zabrałam się za cykl "Dziesięć płytkich oddechów". A trzeba przyznać, że zbierałam się długo. Przeczytałam już tyle recenzji, że nie mogłam dłużej tego odkładać. Byłam już zbyt ciekawa.

Niestety moje odczucia nie są aż tak pozytywne, jak się spodziewałam. Zaliczam tę książkę do kategorii "ciekawe, ale nie porywające". Nie wiem, co tu nie zagrało, naprawdę. Mimo że w young adult nie oczekuję wielkiego zaskoczenia, to jednak ta pozycja była do bólu przewidywalna i schematyczna.

Samych bohaterów również nie polubiłam. Kacey mnie irytowała, rozumiem, że człowiek po takich doświadczeniach może mieć problemy z psychiką i tu ok, ale to, w jaki sposób od początku reagowała na Trenta... Nie. Mnie to nie przekonuje. Strasznie mnie to wkurzało.
Co do samego Trenta od początku wydawał mi się jakiś oślizgły i nie mogłam przekonać się do tego, by go polubić.

Za to postacie drugoplanowe wyszły o wiele lepiej. Livie, siostra Kacey, niemal dziecko jeszcze, okazała się wspaniałą młodą damą. Była wsparciem dla siostry w rozsypce, a także dla ich nowej sąsiadki Storm.
Sama Storm również była ciekawa, doświadczona przez los, młoda, samotna mama.
Najbardziej z nich wszystkich do gustu przypadł mi Ben. Ten to dopiero trzymał poziom. Silny facet, który potrafi sam z siebie się śmiać, nie poddaje się łatwo, ale też wie, kiedy odpuścić. Cieszę się, że jest bohaterem ostatniego tomu cyklu, bo z przyjemnością poznam go bliżej.

W ogólnej ocenie tej pozycji mam naprawdę spory problem. Z jednej strony czytałam ją z ciekawością, ale z drugiej, okrutnie mnie frustrowało, jak to wszystko się skończy. Stawiam jej więc tróję z plusem w szkolnej skali. Nie jest to zła książka. Myślę, że może się podobać, zwłaszcza osobom, które zaczynają dopiero przygodę z young adult, bo niestety dla wyjadaczy już sam opis z okładki zdradza treść książki.

Plusem jest na pewno to, że opowieść porusza bardzo ważną kwestię, a mianowicie jazda po alkoholu. Wszyscy wiemy, że nie wolno tego robić, ale wystarczy włączyć wiadomości, by się przekonać, jak wiele wypadków powodują pijani kierowcy. Ta historia może trochę przemówić do wyobraźni młodych ludzi i to jej niewątpliwa zaleta.

4 komentarze :

  1. Widzę, że mamy podobne odczucia co do głównych bohaterów, bo mi również bardziej do gustu przypadła Livie niż Kacey i te jej wieczne problemy ;) Przewidywalność - nie oszukujmy się, w takich książkach zwykle wszystko jest przewidywalne. We mnie wywołała jednak sporo emocji, dlatego oceniłam ją wyżej :) Choć trzeba przyznać, że na tle książek Colleen Hoover, która jest dla mnie mistrzynią gatunku, ta wypada gorzej ;) Pozdrawiam i cieszę się, że przeczytałaś :) Mam nadzieję, że sięgniesz po drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że sięgnę po drugą część. Głównie ze względu na postać Livie :-) A po trzecią sięgnę, bo muszę przeczytać czwartą o Benie :-) Lepiej już mieć ciągłość :-)

      Usuń
  2. Mimo tego, że powieść Cię nie porwała, to i tak sama spróbuję się z nią zmierzyć, gdyż również mnie intryguje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam, że nie nie ma złych książek, tylko czasem czytelnik jest nieodpowiedni ;-) Może i mnie nie przypadła do gustu akurat ta część, ale nie uważam jej też za stratę czasu :-) Na pewno warto się przekonać, czy Tobie się spodoba. Zwłaszcza, że dalej jest zdecydowanie lepiej :-)

      Usuń